Republika Roleski

Republika Roleski

masz do nas pytanie?


Republika Roleski

Republika Roleski w duszy nam gra. Tu demokracja dumnie trwa…

Kilka dni temu wystartowała nowa kampania produktów marki Roleski. Od pierwszej emisji telewizyjnej wzbudziła ogromne emocje, zarówno wśród zwykłych zjadaczy chleba, jak i wśród przedstawicieli branży reklamowej. Jako że spot poruszył również nas, nie możemy przejść obok niego obojętnie.

Ale zacznijmy od spotu.

 

Niewątpliwie największym wyróżnikiem tej kampanii jest jej autor – Oliviero Toscani – włoski fotograf, znany z kontrowersyjnych kreacji, między innymi marki Benetton. Ale oglądając ten spot pojawia się pytanie – co poeta miał na myśli, o co tu chodzi? Jeśli głównym celem tej kampanii było wywołanie zamieszania, to z pewnością został on osiągnięty w stu procentach. Niestety, moim zdaniem, potencjał tej kampanii został zmarnowany, a na pewno nie do końca wykorzystany. Dlaczego? Bo mam wrażenie, że ktoś zabrał się za robotę od końca. Concept spotu nijak się ma do wizerunku marki.

Gdyby Roleski zaczął od refreshingu logotypu, zaprojektowania nowych etykiet na opakowania, a za nim dopiero poszłaby ta kampania, byłby to strzał w dziesiątkę. A tak, spot sobie, marka sobie. Jakby spotkało się w jednym przedziale pociągu dwóch nieznajomych – ekscentryczny, egzotyczny artysta i zaoparzeniowiec z GS-u przeniesiony z czasów PRL-u. Mogą próbować ze sobą rozmawiać, ale raczej wątpliwe, że znajdą w tych rozmowach wspólny mianownik. Nie udało mi się go niestety odnaleźć pomiędzy marką Roleski a spotem Oliviero Toscani’ego. Ten kontrast naraża wręcz markę na śmieszność. A szkoda, bo mogła to być przełomowa kampania na polskim rynku.