O kampaniach społecznych słów kilka

O kampaniach społecznych słów kilka

masz do nas pytanie?


O kampaniach społecznych słów kilka

Kampanie społeczne dotykają bardzo różnych sfer naszego życia. Coraz częściej różne instytucje wykorzystują właśnie tę formę do poruszenia ważnego problemu. Niestety nie zawsze pamiętają o tym, że dotykając delikatnych obszarów, można przesadzić i osiągnąć cel zgoła odmienny od zamierzonego.

Od poniedziałku stacje telewizyjne wyświetlają spot kampanii zorganizowanej przez Fundację Mamy i Taty o poruszającym tytule „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”.

 

 

Bohaterka filmu – młoda, elegancka kobieta przechadza się po dużym, pięknym, pustym domu i dokonuje publicznego samobiczowania – „… zdążyłam zrobić specjalizację i karierę, zdążyłam być w Tokio i w Paryżu, zdążyłam kupić mieszkanie i wyremontować dom, ale nie zdążyłam zostać mamą…”.

Kiedy zobaczyłam ten spot po raz pierwszy, nawet się wzruszyłam jej losem. Ale zaraz potem zapaliła mi się czerwona lampka. Zaraz, zaraz, a gdzie jest mąż tej pani? Czy ona jest singielką? Bo coś mi tu nie gra. Zimna, wyrachowana korporacyjna sucz postawiła wszystko na jedną kartę, zapominając o swojej  życiowej powinności? Coś się państwu z fundacji chyba poplątało. Jeśli chcieli wywołać skandal i megadyskusję w środowisku feministek, to się im udało, ale moim zdaniem nie tędy droga.

Czy ktoś w ogóle rozpoczynając prace nad tą kampanią pochylił się nad wynikami badań, które mówią o tym, dlaczego ludzie nie mają dzieci, bądź odkładają, świadomie i odpowiedzialnie, rodzicielstwo na później? Oj, chyba nie. Okazuje się bowiem, że głównym powodem wcale nie jest kariera, a brak stabilizacji zawodowej i życiowej w ogóle, brak własnego mieszkania i  świadomość, że nie stać nas na dziecko. Tym samym, w moim odczuciu, ten spot jest bardzo krzywdzący. Podsyca bowiem stereotypowe myślenie o tym, że ludzie z wyrachowania i egoizmu dzieci mieć nie chcą. A to w moim przekonaniu oznacza, że kampania nie osiągnęła zamierzonego celu. A szkoda. Zmarnowano w ten sposób pewnie niemałe pieniądze i szansę na poruszenie bardzo ważnego problemu społecznego.

Mało tego, społeczność internetowa, jak zawsze, błyskawicznie zareagowała na taką retorykę. Zareagowała wściekłością i oburzeniem. Udało mi się też znaleźć jedną bardzo celną ripostę. Daje do myślenia, prawda?