Jak nie reklamować leku na intymne dolegliwości

Jak nie reklamować leku na intymne dolegliwości

masz do nas pytanie?


Jak nie reklamować leku na intymne dolegliwości

Jedna z firm farmaceutycznych rozpoczęła właśnie kampanię jednego ze swoich produktów. Temat jest trudny. Przygotowanie ciekawej, nie nudnej i sztampowej kampanii leku na dolegliwości natury intymnej wymaga szczególnego podejścia do tematu. Niestety najnowszy spot reklamujący tenże lek budzi co najmniej mieszane odczucia…

Główni bohaterowie spotu to Janek Grzyb, Zenek Świąd i Zbyszek Upław. (!!!) Rozumiem, że trzeba jakoś było ich nazwać, ale twórcom tej reklamy zdecydowanie zabrakło wyczucia. Dolegliwości, na które ma pomóc lek, należą do wyjątkowo nieprzyjemnych i dotkliwych. A wyciąganie ich na światło dzienne jest niesmaczne, wręcz obrzydliwe. Nie chodzi wszak o to, aby posadzić po raz kolejny aktorkę udającą kompetentną panią doktor, która z promptera słodkim głosem przeczyta wyświechtaną formułkę. Ale jeśli chcemy złamać tę konwencję, to, na boga, zachowajmy przy tym choć odrobinę zdrowego rozsądku i wyczucia!

Czy teraz każda kampania ma budzić niesmak, kontrowersje, oburzenie, czym wywoła publiczną burzę i w tej sposób zbuduje oczekiwany zasięg i klikalność? Oj, nie tędy droga. Ciekawi mnie, kto był pomysłodawcą konceptu tej idiotycznej kampanii – klient, czy agencja? Kto był tak bezmyślny? A może po prostu miało być śmiesznie? No, jeśli grupą docelową tego leku jest „gimbaza”, to może się uda. Ale mnie ten spot naprawdę nie śmieszy. On mnie jedynie obrzydza i wzbudza odrazę.

Ze spotu zapamiętałam trzech wymoczków o obleśnych nazwiskach, ale nazwa leku nijak nie zapadła mi w pamięci. Zatem pudło. Kulą w płot. Dużo się będzie zapewne mówić i pisać o tym spocie, ciekawe, jak się to przełoży na wizerunek firmy i sprzedaż leku?